Piłkarz Lecha Poznań szczerze o Ekstraklasie. "Nie spodziewałem się tego w Polsce" [WYWIAD]

Zdjęcie Karolina Kurek
Autor:Karolina KurekDodano:
Zdjęcie Karolina Kurek
Autor:Karolina KurekDodano:
Obrazek newsa : Piłkarz Lecha Poznań szczerze o Ekstraklasie. "Nie spodziewałem się tego w Polsce" [WYWIAD]Fot. Adam Jastrzębowski / lechpoznan.pl

Gisli Thordarson w styczniu 2025 roku przeszedł z Vikinguru Reykjavik do Lecha Poznań w ramach transferu gotówkowego. Po kilku miesiącach Islandczyk z Kolejorzem zdobył mistrzostwo Polski, które wraz z kolegami ma zamiar obronić. W rozmowie z Mecze24.pl opowiedział o ostatnich miesiącach, najtrudniejszym momencie w Lechu, swojej przemianie, grze we Włoszech i na Islandii, Kacprze Urbańskim, Nielsie Frederiksenie, życiu w Polsce oraz kulisach transferu do klubu z Wielkopolski.

21-latek dobrymi występami w Kolejorzu zapracował na powołanie do seniorskiej reprezentacji Islandii, w której rozegrał dwa spotkania.

Karolina Kurek, Mecze24.pl: Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką nożną? 

Gisli Thordarson: W piłkę zacząłem grać bardzo wcześnie. Wydaje mi się, że na Islandii treningi rozpoczyna się w wieku 4-5 lat, a ja miałem trzy lata, gdy poszedłem na swój pierwszy trening. Moja rodzina znała jednego z trenerów Breidablika, czyli drużyny, z którą nie tak dawno mierzyliśmy się w Lidze Konferencji, pozwolili mi trenować z nimi wcześniej. I tak wszystko od 18 lat kręci się wokół piłki. Od trzeciego roku życia robiłem wszystko, żeby stać się profesjonalnym piłkarzem. W wieku 16 lat wyjechałeś z Islandii do Bolonii, gdzie dołączyłeś do zespołu do lat 17. To był Twój pierwszy zagraniczny klub.

Jak przebiegała Twoja aklimatyzacja?

- Mam bardzo dobre wspomnienia z pobytu we Włoszech. Początkowo było ciężko, bo tak jak powiedziałaś, miałem 16 lat, kiedy wyjechałem do Włoch. Wszystko było dla mnie nowe, więc to naturalne, że na początku było trochę ciężko. Po 2-3 miesiącach zaaklimatyzowałem się i wszystko było już łatwiejsze. Ale myślę, że każdemu człowiekowi byłoby trudno, gdyby w wieku 16 lat musiał opuścić ojczyznę. Tęsknisz za domem, a życie staje się poważniejsze. Ale wspominam ten czas bardzo miło i bardzo się cieszę z mojego pobytu w tym klubie. 

Czy coś w Bolonii zaskoczyło się pod względem organizacyjnym czy pracy na treningach?

- Tak. Na Islandii w wieku 15–16 lat zaczyna się grać na pełnowymiarowych boiskach i wchodzi się w poważniejszy etap gry. Okazało się, że moi rówieśnicy są nie tylko lepsi technicznie, ale też silniejsi fizycznie i wyżsi. Miałem poczucie, że znalazłem się na samym dole hierarchii i wyraźnie odstaję od reszty. Potrzebowałem czasu, aby przystosować się do znacznie bardziej wymagających treningów. Było to jednak normalne, bo trafiłem do środowiska o dużo wyższym poziomie niż to, do którego byłem przyzwyczajony na Islandii. Bez tego jednak bym się nie rozwinął. 

Czy dużym przeskokiem było dla Ciebie przejście ze sztucznej na naturalną nawierzchnię?

- Tak, ale szczerze mówiąc, w Bolonii również korzystaliśmy ze sztucznej murawy. Zwykle trenowaliśmy wprawdzie na naturalnej nawierzchni, ale zdarzało się, że niektóre zajęcia odbywały się na boisku ze sztuczną trawą. Na początku było to dla mnie dość nietypowe doświadczenie, bo na Islandii warunki klimatyczne uniemożliwiają klubom utrzymanie naturalnej trawy w dobrym stanie, dlatego wcześniej grałem wyłącznie na sztucznej nawierzchni. Przestawienie się na inny rodzaj podłoża okazało się wyzwaniem - zwłaszcza jeśli chodzi o sposób poruszania się. Potrzebowałem z 2-3 tygodni, żeby dostosować się do tych warunków. 

Na co trenerzy Bolonii kładli nacisk?

- Najbardziej zaskoczyło mnie to, że największą wagę przywiązywano do detali, na które wcześniej w ogóle nie zwracałem uwagi. Kiedy jesteś młody i grasz w ataku, to myślisz tylko o strzelaniu goli lub asystowaniu. Tymczasem tam nauczyłem się dużo pod kątem taktycznym - gdzie powinienem się ustawiać w obronie, jak odpowiednio zakładać pressing i tak dalej. To właśnie te szczegóły stanowiły największą różnicę. Po raz pierwszy miałem też indywidualne spotkania z trenerami, podczas których pokazywano mi, co mam robić oraz jak powinienem poruszać się po boisku. To był ogromny krok w stronę profesjonalizmu. Jestem bardzo wdzięczny za ten etap, bo już w wieku 16 lat mogłem doświadczyć takiego podejścia i wiele się dzięki temu nauczyć. 

W Bolonii miałeś okazję trenować z Kacprem Urbańskim, który obecnie jest piłkarzem Legii Warszawa. To zawodnik, który miał wyjątkowy talent, czy na swój sukces musiał zapracować ciężką pracą?

- Tak, pamięta, kiedy dołączył do drużyny. Bolonia zdecydowała się go wykupić, ponieważ już wtedy było widać jego ogromny talent i niesamowitą jakość. Mimo młodego wieku prezentował bardzo wysoki poziom, ale jak w przypadku każdego piłkarza, kluczowa była ciężka praca. On jest profesjonalistą i dzięki ciężkiej pracy osiągnął swój sukces. Nie byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem go w pierwszej reprezentacji Polski podczas Euro 2024. Wiedziałem, na co go stać. Kacper to naprawdę wyjątkowy zawodnik. Jesienią mieliśmy okazję spotkać się ponownie przy okazji meczu w Warszawie przeciwko Legii. Po meczu chwilę porozmawialiśmy i powiedział: "Kto by pomyślał, że kiedyś razem graliśmy w Bolonii U-17, a dziś rywalizujemy przeciwko sobie w barwach Legii i Lecha". Miło było go znowu spotkać.

Co go wyróżniało na tle innych piłkarzy?

- Miał imponujące wejście do drużyny. Od początku prezentował bardzo wysoki poziom. Podczas gdy ja i większość zawodników z naszego rocznika występowaliśmy głównie w zespole do lat 17, on już wtedy trenował z pierwszą drużyną. Był bardziej rozwinięty i bardzo utalentowany. Tym bardziej cieszyło mnie, że mieliśmy okazję ponownie się spotkać przy okazji meczu z Legią. 

W pierwszej drużynie Bolonii nigdy jednak nie zadebiutowałeś. Twoja przygoda w tym klubie zakończyła się na zespole do lat 18. Dlaczego tak się stało?

- Do Islandii wróciłem w 2022 roku, po zakończeniu obozu przygotowawczego z drugą drużyną Bolonii. Powodem była chęć regularnej gry na poziomie pierwszej drużyny. W tamtym czasie pojawiła się oferta z Vikinguru Reykjavik, która była dla mnie atrakcyjna. Przede wszystkim ze względu na trenera, z którym pracowałem wcześniej i z którym współpracuję do dziś. Bardzo chciał mnie sprowadzić do klubu.

- Perspektywa powrotu do kraju i dołączenia do pierwszego zespołu Vikinguru była dla mnie bardziej atrakcyjna niż spędzenie kolejnych 2-3 lat w akademii. Uważałem, że im szybciej zacznę grać w piłkę na seniorskim poziomie i występować w europejskich pucharach, tym lepiej dla mojego rozwoju. Oczywiście to tylko moja indywidualna decyzja, bo każdy piłkarz może obrać inną drogę. Niektórzy decydują się pozostać w akademii, przechodzić kolejne etapy i w ten sposób dochodzić do pierwszej drużyny, inni natomiast szukają szansy na rozwój w innym środowisku. Twoim drugim zagranicznym klubem jest Lech Poznań.

Kulisy transferu do Lecha

Kiedy dowiedziałeś się o zainteresowaniu ze strony Kolejorza?

- Właśnie wtedy po raz dowiedziałem się, że mnie obserwują i są mną zainteresowani. Kiedy miałem 17-18 lat Vikingur trafił na Lecha. Byłem tym niezwykle podekscytowany. Pojechałem z drużyną do Poznania, obejrzałem mecz i doświadczyłem niesamowitych rzeczy. Widziałem stadion i kibiców. Choć ostatecznie nie wystąpiłem w tym meczu, byłem w pełni gotowy, by pokazać się z jak najlepszej strony i zrobić wszystko, aby przekonać Lecha do transferu.

Ostatecznie trafiłeś do Lecha. Jak przebiegły negocjacje z klubem?

- Bardzo dobrze. Podczas świąt, jeszcze przed otwarciem zimowego okna transferowego, odebrałem telefon od mojego agenta. Zadzwonił, aby przekazać mi wiadomość, że Lech złożył za mnie ofertę. Potem odbyłem spotkanie z Nielsem, Sindre oraz dyrektorem sportowym, Tomaszem Rząsą. Powiedzieli mi same dobre rzeczy o klubie. Szczerze mówiąc, nie było trudno mnie przekonać, bo już wcześniej byłem niezwykle podekscytowany możliwością gry dla Lecha, więc to był łatwa decyzja. Po podpisaniu kontraktu z Lechem byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 

Czy Lech musiał stoczyć walkę o Twój podpis z innymi klubami?

- Tak, miałem kilka ofert z innych klubów. Ale nie mówię tego teraz, dlatego, że jestem w Lechu, ale dlatego, że naprawdę od początku byłem podekscytowany możliwością gry właśnie w tym klubie. Po rozmowach z trenerami Nielsem i Sindre oraz innymi osobami jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że to miejsce dla mnie. Bardzo zależało mi, żeby dołączyć do Lecha. Duże znaczenie miało też to, że był to pierwszy klub, o którym zainteresowaniu usłyszałem, stąd też czułem, że ten klub jest mi przeznaczony. Bardzo się cieszę z tego, że podjąłem taką decyzję. 

Jesteś już w Lechu ponad rok. Jaki był do tej pory dla Ciebie najtrudniejszy moment w tym klubie?

- Myślę, że przeskok z ligi islandzkiej do polskiej był dla mnie najtrudniejszym momentem. W Islandii na trybunach nie pojawia się 40 tysięcy kibiców, a drużyny nie mają tyle jakości. Przejście do większej ligi i takiego klubu jak Lech, z ogromnym stadionem i kibicami, którzy wspierają drużynę przez całe 90 minut, to coś, do czego trzeba się przyzwyczaić, bo nagle wszystko staje się większe. To było dla mnie największe wyzwanie na początku.

- Uważam jednak, że miałem dobre wejście do zespołu. Rozegrałem pięć meczów, a potem doznałem kontuzji, która wykluczyła mnie z gry na około 3-4 miesiące. W praktyce oznaczało to dla mnie koniec sezonu. Potem trochę czasu trwało, zanim zacząłem następny sezon. Oczywiście nie byłem wtedy w optymalnej formie. Musiałem stopniowo łapać minuty i wykorzystywać każdą okazję, jaką dostawałem. Teraz jednak czuję się coraz lepiej. Każdego dnia staram się rozwijać i stawać lepszym zawodnikiem, aby móc rywalizować na tym poziomie, który trzeba przyznać jest bardzo dobry. 

Czy spodziewałeś się aż tak dużego przeskoku pomiędzy islandzką a polską piłką?

- Tak, oczywiście różnica jest duża. W Islandii również mamy dobre drużyny z dobrymi zawodników, jednak w Polsce cała otoczka i presja są zdecydowanie większe. I właśnie to uważam za największą różnicę. To bardzo wymagająca liga, w której trzeba sobie radzić z dużą presją. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie kłamię, mówiąc, że w Polsce wszystko jest na większą skalę. Nie spodziewałem się, że każda drużyna jest dobra, ma ładny stadion i tak liczne grono kibiców, którzy szaleńczo wspierają swoje zespoły. Każdy mecz wyjazdowy jest także trudny, bo często na trybunach pojawia się nawet 20 tysięcy kibiców gospodarzy. Musiałem się do tego przyzwyczaić.

O przemianie i roli na boisku

Zacząłeś rundę jako rezerwowy, ale w ostatnim czasie wyraźnie złapałeś formę i otrzymałeś więcej minut. Co Twoim zdaniem było kluczowe? 

- Przed świętami Bożego Narodzenia w meczu z Piastem Gliwice w Pucharze Polski doznałem kontuzji. W styczniu wróciłem do treningów i mocno pracowałem, żeby wrócić do gry. Na każdym z treningów dawałem z siebie wszystko, cierpliwie czekając na swoją szansę. W Lechu co roku walczymy o najwyższe cele - mistrzostwo Polski, krajowe puchary czy też europejskie puchary. W styczniu i lutym rozpoczynałem mecze na ławce rezerwowych, ale wiedziałem, że moment nadejdzie. Musiałem jedynie być gotowy na swoją szansę i ją wykorzystać. Nawet gdy nie gram, muszę być gotowy. W piłce nigdy nie wiesz, czy zaczniesz mecz w wyjściowym składzie, czy wejdziesz z ławki.

Co zmieniło się w Twojej grze w porównaniu do poprzedniego sezonu?

- Dojrzałem piłkarsko. Staram się grać bardziej dojrzale, jak na swój wiek i nie popełniać głupich błędów. Poprawiłem się również pod względem fizycznym. Może nie jest to ogromna różnica, ale z każdym kolejnym meczem zdobywam coraz więcej doświadczenia. W ostatnich miesiącach wszystko zaczęło się układać i mam nadzieję, że tak będzie do końca sezonu, bo teraz jest kluczowy czas. 

27 meczów, dwa gole i dwie asysty. Jak podsumujesz te liczby w swoim wykonaniu?

- Jest w porządku. Liczby w postaci goli i asyst nie są najważniejsze dla piłkarza grającego na pozycji numer 6. Uważam, że praca defensywnego pomocnika jest bardzo ważna dla każdej drużyny. Na tej pozycji musisz być dobry zarówno w obronie, jak i w ataku. Ja wykonuję wszystkie zadania, jakich wymaga się od zawodnika grającego na tej pozycji. Oczywiście zawsze cieszy, gdy można zdobyć bramkę lub zanotować asystę, szczególnie jeśli przekłada się to na zwycięstwo drużyny. 

Trener Niels Frederiksen powiedział, że ma wrażenie, że najlepszą pozycją dla Ciebie jest gra na "szóstce". Zaznaczył jednak, że w zależności od składu bywa różnie. Gdy w jedenastce znajdują się Timothy Ouma lub Antoni Kozubal, to oni występują na "szóstce", a Ty na "ósemce". A jeśli Pablo gra, to on pełni rolę "ósemki", a Ty "szóstki". Z kolei przy obecności Pablo Rodrigueza to Ty pełnisz rolę "szóstki". Na której pozycji czujesz się więc najlepiej?

- Jak byłem młody to zawsze grałem na "dziesiątce". Wraz z upływem czasu zostałem przesunięty niżej - z ofensywnego pomocnika na defensywnego, a od 16 roku życia występowałem już tylko na pozycji "szóstki". Od tego sezonu częściej gram jednak jako "ósemka" lub "dziesiątka". Powiedziałem trenerowi, że nie ma dla mnie znaczenia, na jakiej pozycji występuję, dlatego, że jestem na tyle uniwersalnym piłkarzem, że mogę zagrać na każdej z nich. Na boisku zawsze daję z siebie wszystko. Powiedziałbym, że jestem połączeniem "szóstki" i "ósemki", ponieważ potrafię zarówno wspierać defensywę, jak i włączać się do gry ofensywnej. 

Trudniej gra się na "szóstce" czy na "ósemce"?

- Na każdej z tych pozycji gra wygląda nieco inaczej. Uważam, że występowanie na "szóstce" jest trudniejsze, ponieważ wiąże się z większą odpowiedzialnością i grając na tej pozycji stajesz się kluczowym zawodnikiem zarówno w działaniach defensywnych, jak i ofensywnych. Ale gra na "ósemce" także jest bardzo trudna. W naszym systemie trzeba mieć dużo jakości, żeby wystąpić na tej pozycji.

Cel jest jeden - mistrzostwo Polski

Przegraliście finał Superpucharu Polski z Legią Warszawa, odpadliście z Pucharu Polski oraz Ligi Konferencji, ale jesteście w grze o mistrzostwo Polski. Jak oceniasz ten sezon w Waszym wykonaniu?

- Gdybyś zapytała mnie na początku lutego, powiedziałbym, że ten sezon jest niesamowity. Oczywiście byliśmy rozczarowani odpadnięciem z Pucharu Polski, bo chcieliśmy go wygrać, a skończyło się na wielkim rozczarowaniu. Po pierwszym meczu z Szachtarem Donieck wielu ludzi nas już skreśliło, ale w rewanżu zagraliśmy bardzo dobrze i zabrakło naprawdę niewiele, żeby awansować do ćwierćfinału. To również było dla nas zawód, bo po takim występie nie udało nam się awansować do kolejnej rundy. Ogólnie rzecz biorąc, to udany sezon, choć przeplatany kilkoma rozczarowaniami. Na dokładniejsze analizy tych niepowodzeń przyjdzie jednak czas po zakończeniu sezonu. Teraz musimy się skupić na pozostałych meczach, które pozostały nam w lidze i wygrać mistrzostwo Polski.

Po pierwszej części sezonu mieliście cztery punkty straty do lidera, a teraz to Wy jesteście na szczycie i macie wszystko w swoich rękach. Co się zmieniło w Waszej grze, że Wasza forma poszła w górę?

- Nie panikowaliśmy po pierwszej części sezonu, bo każdy z nas miał świadomość, że przed nami jeszcze cała druga runda. Udało nam się odrobić straty i dziś mamy trzy punkty przewagi nad drugą drużyną. Uważam, że w tej rundzie prezentujemy się zdecydowanie lepiej niż w poprzedniej, a po świętach mecze w naszym wykonaniu stały na bardzo dobrym poziomie. Teraz musimy utrzymać ten poziom. Do końca sezonu zostało nam kilka tygodni. Wszystko jest w naszych rękach. 

W poprzednim sezonie Lech musiał gonić lidera, a jest odwrotna sytuacji i musi uciekać rywalom. Trener Frederiksen podczas briefingu prasowego powiedział, że bardziej odpowiada mu ta druga sytuacja. A jak jest w Twoim przypadku? 

- Tak, uważam, że klub z dużymi ambicjami zawsze woli uciekać w tabeli, niż gonić rywali i zawsze chce być na samym szczycie tabeli. Myślę, że presja jest większa, gdy inne drużyny Cię gonią, ale jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, że potrafimy sobie z nią radzić i nie powinna ona wpływać na naszą dyspozycję. Dobrze jest być na samym szczycie tabeli. Zrobimy wszystko, aby utrzymać tę pozycję do końca sezonu. 

Co jest obecnie największą siłą Lecha? 

- Mamy dużą jakość w zespole i dysponujemy wieloma indywidualnościami. W naszej kadrze są zawodnicy, którzy jedną akcją potrafią rozstrzygnąć losy meczu. Jednocześnie mamy dobrze poukładaną strukturę i taktykę, więc te elementy stanowią nasze największe atuty. 

Na swoim koncie masz jedno mistrzostwo Islandii oraz jedno mistrzostwo Polski. Które smakowało lepiej?

- W tamtym sezonie zmagałem się z kontuzją, przez co nie grałem zbyt wiele, ale od momentu, kiedy sięgnęliśmy po mistrzostwo, postawiłem sobie za cel jego obronę. W obecnych rozgrywkach gram więcej i czuję, że jeśli ponownie zdobędziemy tytuł, to to uczucie będzie jeszcze lepsze. Zrobimy wszystko, aby obronić mistrzostwo. 

Z kim najlepiej dogadujesz się w szatni?

- To trudne pytanie, bo powiedziałbym, że dobrze dogaduję się z każdym. Mamy świetną atmosferę w szatni i jesteśmy bardzo zżytym zespołem. Nie w każdej drużynie jest tak, że można porozmawiać z każdym. Byłem bardzo szczęśliwy, kiedy trafiłem do Lecha.  Szatnia bardzo dobrze mnie przyjęła i szybko złapaliśmy wspólny język.

O trenerze i kapitanie Lecha. "Świeci przykładem"

Jak to jest przebywać w jednej szatni z Mikaelem Ishakiem?

- To jest niesamowite. Mika jest naszym kapitanem i kimś, na kim można się wzorować. To, co zrobił dla klubu, liczba zdobytych bramek i jego wkład w drużynę budzą ogromny szacunek. Świeci przykładem i łatwo się na nim wzorować. Każdy mecz rozgrywa na wysokim poziomie i strzela mnóstwo goli. Dla takiego piłkarza chcesz zrobić wszystko na boisku, a on sam bardzo dobrze wywiązuje się ze swojej roli kapitana.

Jak współpracuje Ci się z trenerem Nielsem Frederiksenem?

- Mam dobrą relację z trenerem. Odkąd dołączyłem do zespołu, bardzo mi pomógł i jestem mu za to wdzięczny, bo jest to trener, który sprowadził mnie do Lecha i pomógł mi rozwinąć aspektów gry, nad którymi wcześniej się nie zastanawiałem. Uważam, że dziś jestem lepszym zawodnikiem. Niels to znakomity trener. Mam nadzieję, że uda nam się wywalczyć dla niego drugi tytuł z rzędu, co byłoby to dla niego ogromnym osiągnięciem. 

W czym konkretnie trener Frederiksen Ci pomógł? Co masz na myśli mówiąc o detalach? Chodzi bardziej o rozwinięcie się pod kątem taktycznym czy piłkarskim?

- Myślę, że bardziej pod względem taktycznym. Mając 21 lat, dobrze już wiesz, jakie masz umiejętności i co potrafisz zrobić z piłką, ale dużo nauczyłem się o samej grze na swojej pozycji. Trener nauczył mnie tego, jak się gra w zespole, który chce mieć piłkę przy nodze. Uświadomił mi też, jak ważne jest skupienie i czujność, kiedy drużyna traci piłkę. Duży wpływ na mój rozwój miał również Sindre, asystent trenera, który przekazał mi wiele nowych rzeczy, wcześniej zupełnie mi nieznanych. Rozwinąłem się, ale jednocześnie wiem, że wciąż mam sporo przestrzeni do dalszego rozwoju.

O kibicach Lecha. "Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego"

Co powiesz o kibicach Lecha Poznań?

- Powiedziałem swojej rodzinie i przyjaciołom, że to są najlepsi fani na świecie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Szczególnie, gdy gramy u siebie przy komplecie publiczności. Dzięki ich wsparciu poziom adrenaliny i motywacji jest tak wysokim poziomie, że nie może być większy. Dla mnie dużym krokiem była możliwość gry przed tak liczną publicznością. 

Jak Ci się żyje w Polsce?

- Mogę powiedzieć same dobre rzeczy o życiu w Polsce. Mieszkam tutaj ze swoją dziewczyną. Podoba nam się życie w Polsce i jesteśmy tutaj szczęśliwi. Miasto jest bardzo spokojne i oferuje fajne restauracje.

Rozmawiała Karolina Kurek, Mecze24.pl

Sprawdź
Sprawdź
Sprawdź
Sprawdź

Ekstraklasa Gisli Thordarson Kacper Urbański Lech poznań Ekstraklasa Piłka nożna Vikingur reykjavik Breidablik Kopavogur Bologna Mikael ishak

Komentarze użytkowników

    Zapytaj o mecze, typy, statystyki, składy...

    Wiadomości: 0 / 3